-Klucz!-powiedziałam stanowczo do niej.- Od domu...- dodałam.
-Zajęcia kończysz za kilka godzin... Ty płaczesz?
-Masz ten klucz?-powtórzyłam. Niall spojrzał się na Patrish. Harry objął Nialla i spojrzał się na mnie radośnie.
-Hej Julia.-powiedział. Zignorowałam go.
-Co się stało kochana?-spytała troskliwie.
-Teraz się będzie o mnie martwić? Wiesz co odpuść sobie pokazówkę i daj ten cholerny klucz!- Patrish wyjęła klucz i mi go dała. Gdy poczułam zimny metal w dłoń natychmiast zaczęłam biec do wyjścia. Wybiegłam przed
gmach szkoły i rozejrzałam się w nadziei za jakąś taksówką aby dojechać do domu. Ale nic nie widziałam. Autobusu teraz też nie miałam. Stanęłam na chodniku i westchnęłam. Usłyszałam za sobą kroki więc się odwróciłam. Był to Harry. Znowu...
-Podwieźć?-spytał.
-Dzięki, ale nie. Dam sobie radę, jakoś...-znów rozejrzałam się po parkingu.- A ty nie masz przypadkiem lekcji?
-Skończyłem. Podwiozę cię.-powiedział. Stałam w miejscu.- No chodź. Nie bądź uparta jak osioł.-powiedział i szeroko się uśmiechnął. Obejrzałam się za siebie aby upewnić się, że nikt tu nie patrzy.
-Nazwałeś mnie osłem?!-powiedziałam z uśmiechem. Spojrzałam na mojej odbicie w samochodzie.- W sumie to nawet podobna jestem.- zażartowałam. Nagle Harry stanął tuż za mną i też się sobie przyjrzał.
-Ja bardziej.
-Ty mi żółwia przypominasz.-powiedziałam bez namysłu.-A który to twój samochód?-spytałam idąc za brunetem. On włączył przycisk na pilocie od auta i w tym momencie zabłysły światła czarnego, eleganckiego ferrari z zasłoniętym dachem. Otworzyłam szeroko oczy i zastanowiłam się czy nie iść do domu na piechotę.
-Julia, idziesz?-spytał. Podeszłam do auta i wsiadłam. Powiedziałam Harry'emu jak dojechać do mnie do domu. Jechaliśmy dłuższy czas w ciszy. Zastanawiałam się czemu mnie odwozi i mnie zaczepia. W końcu nie wytrzymałam i spytałam.
-Czemu ... się w okół mnie kręcisz?- nie wiem czy dobrze ubrałam to w słowa więc spróbowałam jeszcze raz.- No, czemu zaczepiasz mnie na korytarzach, a teraz mnie odwozisz?- chyba zakłopotało go to pytanie. Zmarszczył czoło i brwi.-Przepraszam za to pytanie, trochę nieodpowiednie.-dodałam po chwili.
-Nie, nic się nie stało. Po prostu jestem miły i chciałem cię podwieźć. Teraz ja mam pytanie.-oznajmił.
-Słucham.-spojrzałam za okno. Już dojeżdżaliśmy.
-Co się stało?-powiedział spokojnie. Skręciliśmy w moją ulicę i zatrzymał się przed moim domem.
-W jakim sensie?- powiedziałam z uśmiechem. Spojrzałam na niego. Harry ma bardzo ładne, zielone oczy.
-Czerwone oczy, świecące oczy. Płakałaś. Mogę wiedzieć czemu?- spuściłam wzrok. Kim on dla mnie takim jest, że zadaje mi takie pytania? Nawet nie jesteśmy dobrymi znajomymi.-To przez chłopaka?-zirytowały mnie trochę te pytania więc bez namysłu odpowiedziałam:
-Przepraszam, ale to chyba nie powinno cię interesować. Prawię cię nie znam.-powiedziałam spokojnie i wysiadłam. Zanim weszłam do domu spojrzałam na odjeżdżającego Hazza.
-Podwieźć?-spytał.
-Dzięki, ale nie. Dam sobie radę, jakoś...-znów rozejrzałam się po parkingu.- A ty nie masz przypadkiem lekcji?
-Skończyłem. Podwiozę cię.-powiedział. Stałam w miejscu.- No chodź. Nie bądź uparta jak osioł.-powiedział i szeroko się uśmiechnął. Obejrzałam się za siebie aby upewnić się, że nikt tu nie patrzy.
-Nazwałeś mnie osłem?!-powiedziałam z uśmiechem. Spojrzałam na mojej odbicie w samochodzie.- W sumie to nawet podobna jestem.- zażartowałam. Nagle Harry stanął tuż za mną i też się sobie przyjrzał.
-Ja bardziej.
-Ty mi żółwia przypominasz.-powiedziałam bez namysłu.-A który to twój samochód?-spytałam idąc za brunetem. On włączył przycisk na pilocie od auta i w tym momencie zabłysły światła czarnego, eleganckiego ferrari z zasłoniętym dachem. Otworzyłam szeroko oczy i zastanowiłam się czy nie iść do domu na piechotę.
-Julia, idziesz?-spytał. Podeszłam do auta i wsiadłam. Powiedziałam Harry'emu jak dojechać do mnie do domu. Jechaliśmy dłuższy czas w ciszy. Zastanawiałam się czemu mnie odwozi i mnie zaczepia. W końcu nie wytrzymałam i spytałam.
-Czemu ... się w okół mnie kręcisz?- nie wiem czy dobrze ubrałam to w słowa więc spróbowałam jeszcze raz.- No, czemu zaczepiasz mnie na korytarzach, a teraz mnie odwozisz?- chyba zakłopotało go to pytanie. Zmarszczył czoło i brwi.-Przepraszam za to pytanie, trochę nieodpowiednie.-dodałam po chwili.
-Nie, nic się nie stało. Po prostu jestem miły i chciałem cię podwieźć. Teraz ja mam pytanie.-oznajmił.
-Słucham.-spojrzałam za okno. Już dojeżdżaliśmy.
-Co się stało?-powiedział spokojnie. Skręciliśmy w moją ulicę i zatrzymał się przed moim domem.
-W jakim sensie?- powiedziałam z uśmiechem. Spojrzałam na niego. Harry ma bardzo ładne, zielone oczy.
-Czerwone oczy, świecące oczy. Płakałaś. Mogę wiedzieć czemu?- spuściłam wzrok. Kim on dla mnie takim jest, że zadaje mi takie pytania? Nawet nie jesteśmy dobrymi znajomymi.-To przez chłopaka?-zirytowały mnie trochę te pytania więc bez namysłu odpowiedziałam:
-Przepraszam, ale to chyba nie powinno cię interesować. Prawię cię nie znam.-powiedziałam spokojnie i wysiadłam. Zanim weszłam do domu spojrzałam na odjeżdżającego Hazza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz