Eh. Dziś idę się spotkać z moją 'siostrą'. Greg się cieszy, ale ja nie. Nie wiem jak można cieszyć się z czegoś takiego. To będzie okropne! Spotkanie z 15-letnią dziewczyną, która pewnie nie ma pojęcia, że jej bratem jest Niall Horan. Pfff. Ale tu nawet nie chodzi o mnie i o moją karierę. Bo to czy będzie 'directionerką' czy nie... mam to gdzieś. Chodzi o nią samą i o nas- mamę, Grega i mnie. Jaka ona będzie, dobra dla moich rodziców? W końcu ma z nimi teraz zamieszkać. Weźmie mój pokój?! Nie! Ja tam wracam, więc na pewno nie. Niech se zrobi pokój w piwnicy! Albo śpi na kanapie przez 3 lata i niech sama sobie znajdzie mieszkanie. A co jak znowu będzie jakieś zamieszanie za moją sprawą? Tak jak na ślubie mojego brata. Te przeklęte directioner! Nawet taką uroczystość potrafią zniszczyć! Eh... Mam nadzieje, że tak nie będzie. Spojrzałem na mojego brata. Był podekscytowany. Cieszył się, że po nią jedziemy. Może powinienem brać z niego przykład? W końcu to nie jej wina tylko mojego ojca! Nie powinienem się, chyba na razie na nią złość. W końcu jej nie znam. Dobra zobaczymy jak to będzie. Wyjrzałem przez okno i patrzyłem na budynki stojące przy ulicy.
-To tu niedaleko mamo?-spytał Greg.
-Tak. Skręć tam za rogiem i zaparkuj.-powiedziała. Po chwili wszyscy wysiedliśmy z auta. Zacząłem iść za moją rodziną jakieś 5 metrów. Nie wiedziałem już co myśleć. Strasznie się denerwowałem. Weszliśmy do domu dziecka w Dublinie. Weszliśmy do przestronnej sali skąd sztucznie miła recepcjonistka poprowadziła nas przez korytarze do jakiejś sali. Już miałem do niej wejść, a wcześniej dostać wylewu ze stresu gdy ktoś mnie zawołał. Spojrzałem w bok i ujrzałem idącą do mnie ładną, szczupłą, brunetkę. Merry!-pomyślałem od razu. Merry to moja 'old love'.
-Cześć Niall. Co ty tu robisz?-spytała miło. A moje serce zaczęło jeszcze szybciej bić niż wtedy. Porozmawiałem z nią chwile. Merry już odchodziła gdy postanowiłem nie zmarnować tej szansy.
-Hej, Merry!- dziewczyna się odwróciła.- Może umówimy się na kawę? Zmieniłaś numer telefonu?
-Nie. Chętnie się z tobą spotkam.-powiedziała i odeszła, a wraz z nią odszedł spokój. Przeszedłem przez drzwi do pomieszczenia gdzie była mama i Greg. Mama wypełniała jakieś papiery. Gdy skończyła weszliśmy do pomieszczenia, chyba świetlicy. Wszędzie biegały dzieci w każdym wieku. Takie kolorowe, krzyczące, zabawne. Nie ale wśród nich nie ma jej. Spojrzałem na mamę.
-Jak ona się nazywa?-spytałem rozumiejąc, że nawet tego nie wiem.
-Francesca Lachly, ale od dziś Horan.- powiedziała i się uśmiechnęła.- Nie przeszkadza ci, że to nie twoje dziecko?-spytałem prosto z mostu. Mam spojrzała na mnie groźnie.
-Nie ważne co było. Teraz jest moją córką.-powiedziała i znów się uśmiechnęła. Nagle ujrzałem, że ku nam zmierza recepcjonistka, która przed chwilą jeszcze stała obok nas. Rozejrzałem się nerwowo, ale faktycznie sobie poszła. U boku recepcjonistki szła dziewczyna o pół głowę niższa ode mnie...
To jest moja siostra.
sobota, 22 czerwca 2013
poniedziałek, 10 czerwca 2013
O Niall'u cz.2
-Gdzie tata?-spytałem gdy stanąłem obok nich.
-Na rybach, czy gdzieś tam.-powiedział Greg. Fiu!-pomyślałem. Wchodziłem do pokoju z myślą, że ktoś zginą, ale chyba tak nie jest. Myślę, że wyglądali by inaczej. Usiadłem na kanapie obok nich czekając wyjaśnień.
-Więc?...
-Więc.-zaczęła mama.-Oh, Niall pamiętaj tylko, że cię kocham i nie złość się na nas.-te słowa zwiastowały bez wątpienia coś złego.-Pamiętasz ciotkę Emily?-jak mógłbym nie pamiętać. Najlepsza ciotka we wszechświecie! To nie jest tak do końca nasza rodzina bo w żaden sposób nie jest ona z nami spokrewniona, tylko to jest bardzo, bardzo, bardzo bliska przyjaciółka moich rodziców. Chodziła do klasy razem z moim tatą. W sumie to dość długo jej nie widziałem. Ale co mogło się z nią stać?-Emily zmarła jakiś miesiąc temu na raka krwi...
-O boże!-wyrwało mi się. Poczułem lekki ucisk w klatce piersiowej. Niezwykle szybko dotarła do Mnie informacja o jej śmierci. Spojrzałem na mamę. To chyba nie był koniec złych wieść.
-Mamo, to nie wszystko co chcesz mi powiedzieć, prawda?-rozejrzałem się po pokoju. Wzrokiem przeleciałem po wszystkich beżowych fotelach, po firanach i książkach.
-No nie. Bo kochanie...-westchnęła ciężko a mój brat chwycił ją za rękę. O co tu KRUDE chodzi?!- Twój ojciec i ciotka... Oni kiedyś, przypadkowo, nieumyślnie ...-w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Zrozumiałem co ona chce powiedzieć.- ... współżyli ze sobą. Ale ja Bobbowi już to wybaczyłam! Naprawdę!-powiedziała patrząc na mnie. W głowie miałem pustkę. Spokojnie czekałem co dalej powie.Jak będzie go jeszcze bronić.- Było to 15 lat temu. I... feralnie...-zaczęła się jąkać.
-Mamy siostrę.-powiedział Greg oschle.
-CO?!-wrzasnąłem i wstałem. Jak to?! To przeszło wszelkie moje oczekiwania. Poczułem jak wzrasta mój gniew.- KU*** jak to możliwe?! Ha! To dlatego co jakiś czas wyjeżdżał?! Co za...
-Niall!-krzyknął Greg. Wstał i siłą wypchnął mnie na zewnątrz domu. Jak wychodziliśmy widziałem, że mama zaczyna płakać. Stanęliśmy na trawniku przed domem. Byłem taki wściekły! Uderzyłem ręką w ganek.-Niall uspokój się!
-Jak on mógł?! Zdradzić mamę?! A ona go jeszcze broni?
-Kocha go.-powiedział spokojnie splatając ręce na piersi.
-Jak możesz być taki spokojny? Wiedziałeś?-spytałem podejrzliwie. Jeszcze by tego brakowało by wszyscy widzieli prócz mnie.
-Nie! Też się dzisiaj dowiedziałem. Musisz się uspokoić Niall. Tak nie będziemy rozmawiać.
-A jak inaczej?!-Greg spojrzał na mnie wzrokiem zabójcy.-Będę wieczorem.-powiedziałem i zacząłem biec wzdłuż ulicy. Nie wiedziałem dokąd zmierzam ani po co. Po prostu chciałem żeby to cholerne uczucie bycia oszukanego mnie opuściła.
-Na rybach, czy gdzieś tam.-powiedział Greg. Fiu!-pomyślałem. Wchodziłem do pokoju z myślą, że ktoś zginą, ale chyba tak nie jest. Myślę, że wyglądali by inaczej. Usiadłem na kanapie obok nich czekając wyjaśnień.
-Więc?...
-Więc.-zaczęła mama.-Oh, Niall pamiętaj tylko, że cię kocham i nie złość się na nas.-te słowa zwiastowały bez wątpienia coś złego.-Pamiętasz ciotkę Emily?-jak mógłbym nie pamiętać. Najlepsza ciotka we wszechświecie! To nie jest tak do końca nasza rodzina bo w żaden sposób nie jest ona z nami spokrewniona, tylko to jest bardzo, bardzo, bardzo bliska przyjaciółka moich rodziców. Chodziła do klasy razem z moim tatą. W sumie to dość długo jej nie widziałem. Ale co mogło się z nią stać?-Emily zmarła jakiś miesiąc temu na raka krwi...
-O boże!-wyrwało mi się. Poczułem lekki ucisk w klatce piersiowej. Niezwykle szybko dotarła do Mnie informacja o jej śmierci. Spojrzałem na mamę. To chyba nie był koniec złych wieść.
-Mamo, to nie wszystko co chcesz mi powiedzieć, prawda?-rozejrzałem się po pokoju. Wzrokiem przeleciałem po wszystkich beżowych fotelach, po firanach i książkach.
-No nie. Bo kochanie...-westchnęła ciężko a mój brat chwycił ją za rękę. O co tu KRUDE chodzi?!- Twój ojciec i ciotka... Oni kiedyś, przypadkowo, nieumyślnie ...-w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Zrozumiałem co ona chce powiedzieć.- ... współżyli ze sobą. Ale ja Bobbowi już to wybaczyłam! Naprawdę!-powiedziała patrząc na mnie. W głowie miałem pustkę. Spokojnie czekałem co dalej powie.Jak będzie go jeszcze bronić.- Było to 15 lat temu. I... feralnie...-zaczęła się jąkać.
-Mamy siostrę.-powiedział Greg oschle.
-CO?!-wrzasnąłem i wstałem. Jak to?! To przeszło wszelkie moje oczekiwania. Poczułem jak wzrasta mój gniew.- KU*** jak to możliwe?! Ha! To dlatego co jakiś czas wyjeżdżał?! Co za...
-Niall!-krzyknął Greg. Wstał i siłą wypchnął mnie na zewnątrz domu. Jak wychodziliśmy widziałem, że mama zaczyna płakać. Stanęliśmy na trawniku przed domem. Byłem taki wściekły! Uderzyłem ręką w ganek.-Niall uspokój się!
-Jak on mógł?! Zdradzić mamę?! A ona go jeszcze broni?
-Kocha go.-powiedział spokojnie splatając ręce na piersi.
-Jak możesz być taki spokojny? Wiedziałeś?-spytałem podejrzliwie. Jeszcze by tego brakowało by wszyscy widzieli prócz mnie.
-Nie! Też się dzisiaj dowiedziałem. Musisz się uspokoić Niall. Tak nie będziemy rozmawiać.
niedziela, 9 czerwca 2013
O Niall'u. cz.1
Nareszcie dom. Uwielbiam to uczucie gdy po męczących miesiącach, mojej cudownej pracy wracam do rodzinnego domu. Lecz teraz gdy tylko wysiadłem na lotnisku w Dublinie wszystko mówiło mi, że coś jest nie tak. I ten ostatni telefon mojej mamy też był dziwny:
"-No cześć mamuś. Ja za pół godziny wylatuję. Co na obiad?-spytałem.
-Ciesze się, że przyjeżdżasz...-powiedziała smutno. Od razu nad głową zapaliła mi się czerwona lampka. Coś jest nie tak!"-Na obiad? Może pójdziemy dziś wszyscy do jakiejś restauracji?
-Mamo...
-Chyba, że chcesz...
-Mamo!-powiedziałem głośno, a ona wreszcie przestała gadać.-Co się stało?
-Nic, kochanie. Naprawdę nic.-westchnęła.-Będziemy musieli porozmawiać jak przyjedziesz."
To mi wystarczyło bym był pewien, że jest coś nie tak. Szybkim krokiem skierowałem się ku wyjściu z lotniska. Tak tylko by mnie nikt nie widział. Nie miałam ochoty, ani nastroju na spotkanie z (czasami) namolnymi fankami. Już przechodziłem przez drzwi i wypatrywałem wolnej taksówki gdy w oddali spośród różnych dźwięków wyłapałem krzyk: "Spójrz! To Niall Horan!" To było dla mnie jak strzał z pistoletu podczas biegów. Ruszyłem sprintem do pierwszej lepszej taksówki. Wskoczyłem do niej wypychając za sobą wielką, czerwoną torbę z ubraniami.
-Niech pan jedzie!-krzyknąłem do kierowcy, który prawie z piskiem opon ruszył z miejsca. Przez szybę widziałem jak mała grupka dziewczyn wybiega z lotniska i rozgląda się płochliwie.
-Do kąd jedziemy?-spytał spokojnie kierowca o siwych włosach.
-Do Mullingar, Hrabstwo Westmeath, proszę.-powiedziałem i oparłem głowę o siedzenie. Podczas jazdy rozmawiałem trochę z kierowcą. Nim się obejrzałem byłem już pod domem. Zapłaciłem kierowcy i wysiadłem.
-Przepraszam!-krzyknął starszy mężczyzna za mną. Odruchowo sprawdziłem czy mam wszystko przy sobie. Wolnym krokiem podszedłem do kierowcy macając się po kieszeniach. Nachyliłem się nad otwartym oknem.-Czym mógłbym prosić o autograf dla mojej wnuczki?-spytał wystawiając jakiś papier i długopis.
-Jasne.
-Ma na imię Elise.- szybko coś napisałem na kartce i wbiegłem do domu. W przedpokoju rzuciłem torbę i poszedłem do salonu gdzie siedział Greg i moja mama. Oboje byli jacyś ... dziwni.
"-No cześć mamuś. Ja za pół godziny wylatuję. Co na obiad?-spytałem.
-Ciesze się, że przyjeżdżasz...-powiedziała smutno. Od razu nad głową zapaliła mi się czerwona lampka. Coś jest nie tak!"-Na obiad? Może pójdziemy dziś wszyscy do jakiejś restauracji?
-Mamo...
-Chyba, że chcesz...
-Mamo!-powiedziałem głośno, a ona wreszcie przestała gadać.-Co się stało?
-Nic, kochanie. Naprawdę nic.-westchnęła.-Będziemy musieli porozmawiać jak przyjedziesz."
To mi wystarczyło bym był pewien, że jest coś nie tak. Szybkim krokiem skierowałem się ku wyjściu z lotniska. Tak tylko by mnie nikt nie widział. Nie miałam ochoty, ani nastroju na spotkanie z (czasami) namolnymi fankami. Już przechodziłem przez drzwi i wypatrywałem wolnej taksówki gdy w oddali spośród różnych dźwięków wyłapałem krzyk: "Spójrz! To Niall Horan!" To było dla mnie jak strzał z pistoletu podczas biegów. Ruszyłem sprintem do pierwszej lepszej taksówki. Wskoczyłem do niej wypychając za sobą wielką, czerwoną torbę z ubraniami.
-Niech pan jedzie!-krzyknąłem do kierowcy, który prawie z piskiem opon ruszył z miejsca. Przez szybę widziałem jak mała grupka dziewczyn wybiega z lotniska i rozgląda się płochliwie.
-Do kąd jedziemy?-spytał spokojnie kierowca o siwych włosach.
-Do Mullingar, Hrabstwo Westmeath, proszę.-powiedziałem i oparłem głowę o siedzenie. Podczas jazdy rozmawiałem trochę z kierowcą. Nim się obejrzałem byłem już pod domem. Zapłaciłem kierowcy i wysiadłem.
-Przepraszam!-krzyknął starszy mężczyzna za mną. Odruchowo sprawdziłem czy mam wszystko przy sobie. Wolnym krokiem podszedłem do kierowcy macając się po kieszeniach. Nachyliłem się nad otwartym oknem.-Czym mógłbym prosić o autograf dla mojej wnuczki?-spytał wystawiając jakiś papier i długopis.
-Jasne.
czwartek, 6 czerwca 2013
O Harrym cz.8
Leżałam na niewygodnym łóżku wpatrując się w śnieżno biały sufit i czekając aż usłyszę jakikolwiek dźwięk, lecz nic prócz przeskakującego sekundnika. Zamknęłam oczy i z całych sił próbowałam przyśpieszyć czas. Chciałam tylko by Harry już tu był. Nagle przed oczyma zobaczyłam taki krótki slajd z ostatnich dwóch lat.
Po kolei widziałam moją mamę jak wyjeżdżała do pracy. Jej spakowane walizki stojące w przedpokoju i łzy, które zbierały się w jej oczach za każdym razem. Widziałam jak żegna się z Patrish. Widziałam moją siostrę jak idzie przez szkołę trzymając się za rękę z Martinem. Są tacy szczęśliwi. Widzę jak wchodzi do mnie do pokoju i opowiada mi wszystko. Widzę Nialla, Zayna i Harrego jak siedzą u nas na kanapie i razem żartują. To są moi najlepsi przyjaciele.
Nagle słyszę głośne, ciągnący się sygnał. Spojrzałam na monitor tuż nad moją głową. No jasne... spadek poziomu cukru. Po paru sekundach do pokoju wpadła ubrana w różowy kitel pielęgniarka. A tuż za nią... Harry. Pielęgniarka zaczęła grzebać nieco przy kroplówce, a Hazz podszedł i czule przyłożył swoje wargi do mojego czoła.
-Mam nadzieję, że dobrze cię tu traktują?!- spytał siadając obok.
-Najlepiej.-powiedziałam z uśmiechem.
-Jak się pani czuje?-spytała pielęgniarka nachylając się nad łóżkiem.
-Dobrze dziękuję. Myślę, że nie długo będę już mogła wyjść.-pielęgniarka się zaśmiała.
-O tym my zadecydujemy. Mam nadzieję, że będzie pani już pilnowała poziomu cukru.
-Na pewno, bo będę widzieć, że muszę go pilnować.-pielęgniarka zmierzyła mnie wzrokiem pytająco.
-Palce pani spuchły.-stwierdziła.- Może lepiej będzie jeśli pani ściągnie pierścionek?
Mam nadzieję, że wam się podobało. :) Czekam na kom. i zapraszam na mojego drugiego bloga z opowiadaniami.
Po kolei widziałam moją mamę jak wyjeżdżała do pracy. Jej spakowane walizki stojące w przedpokoju i łzy, które zbierały się w jej oczach za każdym razem. Widziałam jak żegna się z Patrish. Widziałam moją siostrę jak idzie przez szkołę trzymając się za rękę z Martinem. Są tacy szczęśliwi. Widzę jak wchodzi do mnie do pokoju i opowiada mi wszystko. Widzę Nialla, Zayna i Harrego jak siedzą u nas na kanapie i razem żartują. To są moi najlepsi przyjaciele.
Nagle słyszę głośne, ciągnący się sygnał. Spojrzałam na monitor tuż nad moją głową. No jasne... spadek poziomu cukru. Po paru sekundach do pokoju wpadła ubrana w różowy kitel pielęgniarka. A tuż za nią... Harry. Pielęgniarka zaczęła grzebać nieco przy kroplówce, a Hazz podszedł i czule przyłożył swoje wargi do mojego czoła.
-Mam nadzieję, że dobrze cię tu traktują?!- spytał siadając obok.
-Najlepiej.-powiedziałam z uśmiechem.
-Jak się pani czuje?-spytała pielęgniarka nachylając się nad łóżkiem.
-Dobrze dziękuję. Myślę, że nie długo będę już mogła wyjść.-pielęgniarka się zaśmiała.
-O tym my zadecydujemy. Mam nadzieję, że będzie pani już pilnowała poziomu cukru.
-Na pewno, bo będę widzieć, że muszę go pilnować.-pielęgniarka zmierzyła mnie wzrokiem pytająco.
-Palce pani spuchły.-stwierdziła.- Może lepiej będzie jeśli pani ściągnie pierścionek?
Mam nadzieję, że wam się podobało. :) Czekam na kom. i zapraszam na mojego drugiego bloga z opowiadaniami.
PS: Niedługo kolejna seria. :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
