niedziela, 9 czerwca 2013

O Niall'u. cz.1

Nareszcie dom. Uwielbiam to uczucie gdy po męczących miesiącach, mojej cudownej pracy wracam do rodzinnego domu. Lecz teraz gdy tylko wysiadłem na lotnisku w Dublinie wszystko mówiło mi, że coś jest nie tak. I ten ostatni telefon mojej mamy też był dziwny:
"-No cześć mamuś. Ja za pół godziny wylatuję. Co na obiad?-spytałem.
-Ciesze się, że przyjeżdżasz...-powiedziała smutno. Od razu nad głową zapaliła mi się czerwona lampka. Coś jest nie tak!"-Na obiad? Może pójdziemy dziś wszyscy do jakiejś restauracji?
-Mamo...
-Chyba, że chcesz...
-Mamo!-powiedziałem głośno, a ona wreszcie przestała gadać.-Co się stało?
-Nic, kochanie. Naprawdę nic.-westchnęła.-Będziemy musieli porozmawiać jak przyjedziesz."
To mi wystarczyło bym był pewien, że jest coś nie tak. Szybkim krokiem skierowałem się ku wyjściu z lotniska. Tak tylko by mnie nikt nie widział. Nie miałam ochoty, ani nastroju na spotkanie z (czasami) namolnymi fankami. Już przechodziłem przez drzwi i wypatrywałem wolnej taksówki gdy w oddali spośród różnych dźwięków wyłapałem krzyk: "Spójrz! To Niall Horan!" To było dla mnie jak strzał z pistoletu podczas biegów. Ruszyłem sprintem do pierwszej lepszej taksówki. Wskoczyłem do niej wypychając za sobą wielką, czerwoną torbę z ubraniami.
-Niech pan jedzie!-krzyknąłem do kierowcy, który prawie z piskiem opon ruszył z miejsca. Przez szybę widziałem jak mała grupka dziewczyn wybiega z lotniska i rozgląda się płochliwie.
-Do kąd jedziemy?-spytał spokojnie kierowca o siwych włosach.
-Do Mullingar, Hrabstwo Westmeath, proszę.-powiedziałem i oparłem głowę o siedzenie. Podczas jazdy rozmawiałem trochę z kierowcą. Nim się obejrzałem byłem już pod domem. Zapłaciłem kierowcy i wysiadłem.
-Przepraszam!-krzyknął starszy mężczyzna za mną. Odruchowo sprawdziłem czy mam wszystko przy sobie. Wolnym krokiem podszedłem do kierowcy macając się po kieszeniach. Nachyliłem się nad otwartym oknem.-Czym mógłbym prosić o autograf dla mojej wnuczki?-spytał wystawiając jakiś papier i długopis. 
-Jasne.
-Ma na imię Elise.- szybko coś napisałem na kartce i wbiegłem do domu. W przedpokoju rzuciłem torbę i poszedłem do salonu gdzie siedział Greg i moja mama. Oboje byli jacyś ... dziwni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz