Siedziałam na tt i jak zwykle przeglądałam posty gdy nagle przyszło powiadomienie, że jakiś James Naroh mnie zaczął following'ować. Nie znałam go, ale puściłam to płazem. On komentował moje posty itp.
W moim życiu jest zły czas. Wszyscy się ode mnie odwrócili nawet brat z którym mieszkałam po śmierci rodziców. Nikt nie słuchał jak wołałam o pomoc. W końcu napisałam na tt: "Nienawidzę tego życia. Jestem taka samotna choć dookoła mnie jest tyle ludzi. Nawet gdybym się zabiła nikt byt tego nie zauważył." Siedziałam zapłakana nad ekranem i rozważałam samobójstwo.-Wszystko jest do dupy!-pomyślałaś.-Nawet Jessica się ode mnie odwróciła i zwróciła wszystkich przeciwko mnie.- Rozżalanie się nad sobą przerwał mi ktoś na tt. Nijaki James odpowiedział na mojego twitta. Pisał: "Czemu tak piszesz? Nie może być aż tak źle." Otarłam łzy. Wyglądało to tak jakby chciał sprowokować rozmowę, ale co mi tam było. Odpisałam: "Nawet nie wiesz jak bardzo źle, ale co cię to obchodzi?", "To martwiące kiedy taka urocza i spokojna dziewczyna pisze takie rzeczy.", "Urocza, spokojna? Wnioskujesz to tylko po tym, że czytasz moje posty?!", "Tak. Sorry, jeśli cię uraziłem. Moim zdaniem taka właśnie jesteś.", "Nie znasz mnie."
Od tamtej pory na każdego mojego posta dawał komentarz i w ten sposób zaczynaliśmy krótkie rozmowy. W końcu przyzwyczaiłam się i nawet cieszyłam, że mogę z kimś takim pogadać nawet o takich głupich rzeczach. Choć normalnie byłam bardzo nieśmiała tak przez internet wręcz przeciwnie. Przez parę dni nic nie dodawałam żadnych postów bo miałam inne zajęcia niż komputer np. mojego chłopaka, z którym coraz to gorzej mi się układało. Kiedy w końcu włączyłam Tt miałam kilka informacji od Jamesa. Pisał czy żyję i czy wszystko ok. Wziął sobie na serio to co pisałam na początku. Pewnie się martwi więc odpisałam: "Wszystko w porządku. Martwiłeś się? :)" następnego dnia odpisał: "Wybacz nie mogłem wczoraj. Naprawdę się cieszę bo już się martwiłem. Może masz Skype? Na Tt wszyscy widzą nasze posty. Tam nie." Nie wiem czemu, ale dałam mu tego Skype. Mój brat powiedział, że to dobrze, że poznałam kogoś komu mogę się wygadać i mam pewność, że nikomu tego nie powie. Miał racje. Jamesowi mogłam zaufać. Gdy pisaliśmy prywatnie mogłam napisać co mnie trapi i on tak samo. Z tego co pisał wywnioskowałam, że jest ode mnie o 2 lata starszy, ma ciężką pracę choć ją kocha, spełnia swoje pasje i ma przyjaciół z którymi ma czasem problemy. Jednego z nich kilka razy musiał wyciągać z opresji co mu na dobre nie wyszło.
Pisałam z Jamesem przez 4 miesiące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz