Leżałam na niewygodnym łóżku wpatrując się w śnieżno biały sufit i czekając aż usłyszę jakikolwiek dźwięk, lecz nic prócz przeskakującego sekundnika. Zamknęłam oczy i z całych sił próbowałam przyśpieszyć czas. Chciałam tylko by Harry już tu był. Nagle przed oczyma zobaczyłam taki krótki slajd z ostatnich dwóch lat. Po kolei widziałam moją mamę jak wyjeżdżała do pracy. Jej spakowane walizki stojące w przedpokoju i łzy, które zbierały się w jej oczach za każdym razem. Widziałam jak żegna się z Patrish. Widziałam moją siostrę jak idzie przez szkołę trzymając się za rękę z Martinem. Są tacy szczęśliwi. Widzę jak wchodzi do mnie do pokoju i opowiada mi wszystko. Widzę Nialla, Zayna i Harrego jak siedzą u nas na kanapie i razem żartują. To są moi najlepsi przyjaciele. Nagle słyszę głośne, ciągnący się sygnał. Spojrzałam na monitor tuż nad moją głową. No jasne... spadek poziomu cukru. Po paru sekundach do pokoju wpadła ubrana w różowy kitel pielęgniarka. A tuż za nią... Harry. Pielęgniarka zaczęła grzebać nieco przy kroplówce, a Hazz podszedł i czule przyłożył swoje wargi do mojego czoła.
-Mam nadzieję, że dobrze cię tu traktują?!- spytał siadając obok.
-Najlepiej.-powiedziałam z uśmiechem.
-Jak się pani czuje?-spytała pielęgniarka nachylając się nad łóżkiem.
-Dobrze dziękuję. Myślę, że nie długo będę już mogła wyjść.-pielęgniarka się zaśmiała.
-O tym my zadecydujemy. Mam nadzieję, że będzie pani już pilnowała poziomu cukru.
-Na pewno, bo będę widzieć, że muszę go pilnować.-pielęgniarka zmierzyła mnie wzrokiem pytająco.
-Palce pani spuchły.-stwierdziła.- Może lepiej będzie jeśli pani ściągnie pierścionek?
Mam nadzieję, że wam się podobało. :) Czekam na kom. i zapraszam na mojego drugiego bloga z opowiadaniami. PS: Niedługo kolejna seria. :*
Wiem, wiem. Jestem okropna. Ale wybaczcie. Już się tłumaczę. Mam karę na kompa dlatego tak rzadko dodaje posty. :) Już niedługo kończy się seria opowiadań z Harrym, więc mam pytanko. Z kim teraz pisać powiastki? Proszę napiszcie w komentarzach.
JAKO DIRECTIONERKA taka jak wy mam prośbę abyście adres bloga przesłały jednej osobie, dwóm. Chodzi mi o to, że chce się z wami dzielić moją wyobraźnią i szaleńczo jest mi miło jak widze nowe komentarze. (Wiem, że nie można ich dodawać jeśli nie jesteście w google, ale to niedużo roboty zakłądając sobie konto.) Mniejsza. I tak was uwielbiam.
Ponieważ w okół mnie ostatnio dużo muzyki to wstawi coś dla was. A może niedługo sama nagram cover?! PRZECHODZĄC DO KOŃCA TEGO POSTA PROszE JESZCZE RAZ O KOM. I ZACHĘCAM DO CZYTANIA KOLEJNYCH nowych OPOWIADAŃ. :****
-A teraz kaszlnij.- powiedziała lekarka, której różowe pasemka przykuły moją uwagę. Siedziałam na niewygodnym siedzeniu, w śmierdzącej lekarstwami karetce z hipsterską lekarką.- Jeszcze raz.- już chciałam jej coś powiedzieć bo robiłam to już od dziesięciu minut! Jakby nie miała się zając kim innym. Nagle zobaczyłam moją siostrę biegnącą tu z torebką zarzuconą na ramie. Gdy do mnie dobiegła mocno mną potrząsnęła, a potem zaczęła wypytywać czy wszystko w porządku itp. Podobny zestaw pytań zadała później doktor. Gdy ona pozwoliła nam jechać nie czekałyśmy długo. Czym prędzej wróciłyśmy do domu gdzie przez resztę dnia byłam rozpieszczana przez Patrish. Normalnie wykorzystywałabym to na maksa, ale teraz było mi jakoś głupio. Wieczorem usiadłyśmy i zaczęłyśmy oglądać jakiś głupi talk-show. Po pewnym czasie ona zaczęła.
-Wczoraj rozmawiałam z Niall'em i on zaprosił mnie do kina.-powiedziała to, ale bez żadnego entuzjazmu.
-Czemu się nie cieszysz? Przecież chyba chciałaś aby tak zrobił?!- spytałam retorycznie. Wiedziałam, że Niall to tyko most łączący ją z Harrym. Spojrzałam na nią a jej twarz rozjaśnił nieśmiały uśmiech. Może teraz w końcu mi coś powie. To było złudne wrażenie. Patrish siedziała cicho, wiedziałam, że nie mam na co czekać więc poszłam spać.
W nocy śniły mi się koszmary związane z dzisiejszym dniem. Tak właściwie to to był dokładnie odwzorowany dzisiejszy dzień. Znów musiałam to samo przeżywać. Byłam wdzięczna, że Harry mnie tam znalazł. Musiałam mu podziękować, tylko jak? Takie zwyczajne dziękuje nie wystarczy. A z drugiej strony co można dać osobie, która ma chyba już wszystko?
Leżałam tak w łóżku i rozmyślałam. Zadzwonił budzik do szkoły. Sięgnęłam ręką za siebie i próbowałam wyłączyć źródło wkurzającego dźwięku, ale zamiast tego zrzuciłam czerwony zegarek z półki na podłogę. Cisza... cisza kosztująca mnie 5 futnów za nowy budzik. Sięgnęłam po telefon i napisałam sms-a. W odpowiedź zadzwonił on.
-Nie obudziłam cię?- spytałam od razu.
-Nie. Nie śpię już od piątej. Próby.- powiedział łagodnie.- Coś się stało?
-Chciałabym się z tobą spotkać.- chciałam przekręcić się na bok i poszukać ładowarki, ale zamiast tego spadłam z łóżka i jęknęłam. Jakie to było żałosne. Dobrze, że nikt tego nie widział. S powrotem przyłożyłam do ucha telefon.
-Wszystko OK? Co się stało?- zakryłam głowę kołdrą.
-Dobrze, że tego nie widziałeś.- powiedziałam, a Harry zachichotał w odpowiedzi.- Kiedy się zobaczymy?
-W szkole mnie nie będzie, więc może ooooooo szóstej?!- zgodziłam się i rozłączyłam. Cały dzień czekałam aż nadejdzie koniec zajęć, które w większość odbył się na dworze ponieważ budynek nie był w pełnij zdolny do zajęć. W końcu nadeszła szósta, więc wyszłam z domu i poszłam nad rzekę. Zaraz obok zejścia ujrzałam Harry'ego rzucającego w kaczki na wodzie. Stanęłam za nim i wspięłam się na palce by być mniej więcej jego wzrostu.
-Obrońcom zwierząt to ty nie zostaniesz.- on odwrócił się energicznie.
-Hej! Jak się czujesz?- poprawił niezręcznie włosy i spojrzał mi się głęboko w oczy. Wzięłam głęboki wdech.
-Dobrze. Właśnie Harry, bo ja chciałam ci podziękowaniu coś dać, ale nie wiem co. Zdaje mi się, że wszystko już masz. Może podpowiedziałbyś mi?
-Nie mam wszystkiego.-powiedział cicho jakby do siebie. Nachylił się nade mną i zmierzył wzrokiem. Poczułam jak po kręgosłupie przepłyną mi lekki dreszcz, a serce przyśpieszyło. Nie miałam pojęcia co on zrobi i co ja mam zrobić. Już chciałam się odsunąć, lecz Harry położył mi rękę na łokciu.- Sprawiłabyś mi ogromną frajde jakbyś poszła dziś ze mną na impreze.
Szedłem szybki krokiem razem z kolorowym tłumem rozglądając się na boki. Mijałem po kolei moich znajomych, ale nigdzie nie widziałem jednej twarzy. Gdzie ona jest? Właśnie mijałem salę z której wyszła ta Mary czy jak jej tam. One chodzą razem do klasy! Podszedłem do niej i złapałem ją za łokieć. Ta spojrzała się na mnie z wielkim oburzeniem, a po chwili uśmiechnęła. Zatrzymałem ją.
-Gdzie jest Julia?- spytałem prosto z mostu. Gdy ona to usłyszała uśmiech zszedł z jej wytapetowanej twarzyczki.- Wyszła już?- dopytywałem bo ta nie odpowiadała.
-Nie było jej na lekcji.-puściłem ją a ta wybiegła ze szkoły. Jak to jej nie było?! Na ostatniej przerwie mówiła, że idzie do klasy, a potem... potem ta dziewczyna wepchnęła ją do schowka!
Oświeciło mnie. Skierowałem się w przeciwną stronę niż wszyscy. Po drodze zaczepił mnie mój rudowłosy przyjaciel Mick. Wziął powietrze by coś powiedzieć, ale mu nie pozwoliłem. Chwyciłem go za ramię i pociągnąłem za sobą.
-Zwariowałeś do reszty?! Do ognia mnie ciągniesz?!- zaczął krzyczeć.- Chłopaku, jesteś młody, za parę miesięcy kończysz szkołę i chcesz się zabić?!- przystanąłem i spojrzałem mu się w oczy. Był przerażony. Czyli to nie były tylko głupie żart. Na chwilę się zawahałem czy chcę go ciągnąć ze sobą. Opuściłem bez silnie ręce.
-Nie chcesz to nie idź. Ja muszę. Tam jest zamknięta moja przyjaciółka.-powiedziałem szybko i zacząłem biec. Po chwili ujrzałem, że on biegnie obok mnie. W szkole pod sufitem unosił się szary dym który drażnił mój nos i gardło. Zacząłem pokasływać.
-Harry, to ta dziewczyna za którą biegasz na przerwach?
-Co?! Ja za nią nie biegam!- powiedziałem oburzony. Cholera czyli to widać! Ale to teraz nie ważne. Stanęliśmy przed drzwiami od schowka. Zacząłem pukać do niego.- Halo? Jest tam ktoś?!- w odpowiedzi usłyszałem kasłanie i jakby ktoś powiedział moje imię. Tak, ona tam była.
-Stary musimy się bawić w Supermen'ów? Strażacy już są niedaleko.- spojrzałem się na niego wściekły. On chce mnie zostawić?! Dobra, niech nie przeszkadza. Szybko pobiegłem po kluczki od pomieszczenia do gablotki niedaleko. Już po chwili otworzyłem drzwi i ujrzałem zapłakaną Julię siedzącą, skuloną pod ściną. Czym prędzej pomogłem jej wstać i wyszliśmy ze szkoły bocznym wyjściem. Mick spojrzał na wozy strażackie, pogotowie i fotoreporterów przed wejściem do budynku. Wiedziałem o co mu chodzi. Chciał pobiec tam i powiedzieć, że zwiałem z lekcji czy coś takiego by fotoreporterzy nie myśleli, że przypadkiem zginąłem. Julia siedziała na betonowym murku i kasłała. Kucnąłem przed nią. Była strasznie blada.
-Skąd wiedziałeś?!-spytała, ale jej nie odpowiedziałem. To nie był teraz czas na wyjaśnienia. Zadzwoniła moja komórka. Był to sms od Mick'a. : "Jestem przy karetce i czekam na twoją przyjaciółkę. Ty jedź do domu tak by cię nikt nie widział."- on am łeb.- pomyślałem. Spojrzałem na przerażoną Julie.
-Idź do karetek. Tam czeka na ciebie mój przyjaciel. Ja muszę jechać.- powiedziałem i odbiegłem.
Kurde co ja zrobiła?!- zastanawiałam się siadając na łóżku.- Przecież Harry podoba się
Patrish, a ... a ja nawet nie znam go za dobrze! Nigdy więcej
alkoholu!-postanowiłam. Przebrałam się i zaczęłam odrabiać lekcje. Nie chciałam
już dzisiaj widzieć chłopców z 1D.
Poniedziałek dwa tygodnie później.
Szkoła...
Ciągle się
zastanawiałam dlaczego Harry tak mnie lubi? W sumie to ja go też lubię. Jest
miły i pomocny, można się z nim pośmiać i porozmawiać na poważnie. Ale ostatnio
jego i Niall'a nie było w szkole bo mieli (z tego co wiem) koncert w Dublinie.
To nawet dobrze bo Mary przez ten czas się mnie nie czepiała. Zastanawiam się
skąd u niej ta chora nienawiść co do mnie? Ja jej przecież nic nie zrobiłam.
Ona taka jest chyba przez piosenkarzy w naszej szkole, no ale to nie moja wina,
że oni mnie lubią.
Szłam korytarzem między dzieciakami gdy
ujrzałam przedzierającego się przez tłum Harry'ego. Szedł wraz z jakimiś
kolegami. Gdy mnie ujrzał natychmiast do mnie podszedł. Przystanęliśmy.
-Cześć.-powiedział
po chwili.
-Hej. Jak
było w Dublinie?-spytałam by nie nastała niezręczna cisza. Szybko spojrzałam na
Harry'ego od góry do dołu. Miał na sobie czarną koszulkę i jakieś ciemne spodnie. Na szyi miał nawieszone słuchawki w białym kolorze. Wzrokiem wróciłam na jego twarz. Harry stał blisko i dopiero teraz widziałam różnicę w naszych wzrostach, on był ode mnie o pół głowy wyższy.
-Co?!- zaśmiał się. Ja nie wiedziałam o co mu chodzi więc zmarszczyłam brwi.- Co mi się tak przyglądasz?
-Wcale nie!- także się zaśmiałam. On westchnął.
-Więc tak, w Dublinie było ok.- ruszyliśmy w stronę stołówki, a Harry ciągle opowiadał.- ... tyle fanek. Eh.- westchnął i zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami.- Uwielbiam to uczucie gdy stoję na scenie.-uśmiechnęłam się tylko. Zadzwonił dzwonek. Większość osób weszła już do klas, a na korytarzu została garstka osób.- To ja już będę szedł.- powiedział. Ja się uśmiechnęłam i ruszyłam w kierunku klasy. Harry nie zniknął mi jeszcze z oczy, a podbiegła do mnie Mary. Zaczęła coś do mnie krzyczeć i machać rękoma. Spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stałam, a tam nadal był Harry i nam się przyglądał. Zrobiło mi się głupio, że to widzi. Mary widząc, że jej nie słucham wepchnęłam mnie do schowka na miotły i zamknęła mnie tam z nią. Mówiła coś jeszcze chwilę, ale nadal jej nie rozumiał. W końcu wystawiła głowę przed drzwi i się rozejrzała.
-Nikogo nie ma. Mam nadzieję, że jak stąd wyjdziesz to dostosujesz się do moich poleceń.-powiedziała i wyszła zostawiając mnie samą w schowku. Próbowałam otworzyć drzwi, ale to na nic. Zaczęłam je kopać i krzyczeć, ale po 15 minutach doszłam do wniosku, że to bez sensu. Usiadłam pod ścianą i skuliłam się.
-Świetnie. Do następnej przerwy tu będę siedzieć. A na dodatek mam klaustrofobie!- powiedziałam do siebie. Po policzku spłynęła mi łza.- Za co ona mnie tak nienawidzi?!-powiedziałam do siebie. Siedziałam tak w schowku jeszcze kilkanaście minut gdy nagle zobaczyłam jak przez wentylatory dostaje się tu dym. Z ciekawością patrzyłam jak zapełnia małe po mieszczenie. Zaczęłam kasłać.-POMOCY!- krzyknęłam z całych sił. Nagle usłyszałam trzy dzwonki sugerujące pożar.- POMOCY!!!- krzyczałam. Świetnie, akurat gdy siedzę w zamknięciu! Usłyszałam jak dzieciaki biegną po korytarzu w kierunku wyjścia. Kopałam w drzwi i krzyczałam, ale to na nic. Zaczęłam szlochać i jednocześnie kasłać. To koniec.-pomyślałam.
WOW! Ten koncert był nieziemski! Nigdy nie myślałam, że zobaczę One Direction na żywo! To show był niesamowite.- myślałam. Wyszłam z PGE Areny i skierowałam się ku przystankowi. Dookoła wszędzie były directionerki. Przeszłam do tyłu areny gdy usłyszałam głośny krzyk i pisk przy wejściu. To chłopcy wyszli. Chciałam tam podbiec i jeszcze raz zobaczyć Nialla, ale biorąc pod uwagę ile dziewczyn tam było i tak nie miałam szans. Rękoma objęłam się za brzuch i powoli ruszyłam dalej. Może to dziwne, ale zdawało mi się,
że podczas koncertu Niall spoglądał prosto na mnie. Ale pewnie wszystkie jego fanki w pierwszych rzędach tak myślały. No cóż... pozostaje mi tylko marzyć, że to na mnie spoglądał. Szłam w zamyśleniu wpatrzona w chodnik pod moimi nogami. Piski za mną powoli ustawały. Nagle wpadłam na kogoś i się przewróciłam na ziemie.
-Oh, przepraszam.-powiedział chłopak po angielsku. Uniosłam głowę by ujrzeć kto mnie przewrócił i ujrzałam Nialla. O mało co nie dostałam zawału! Niall wyciągną rękę i pomógł mi wstać.- To ty byłaś w pierwszym rzędzie, prawda?- teraz dziękowałam, że tak dobrze umiem angielski, i że go rozumiem. -Tak. Pamiętasz.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Pewnie. Tak ładnej twarzy się nie zapomina.- Zarumieniłam się. Nastała tak niezręczna cisza.
-To ja będę już iść... autobus mi zaraz odjedzie.-powiedziałam i zaczęłam znowu iść w kierunku przystanku. KURDE! Czemu ja nie wzięłam autografu, ani zdjęcia. Teraz głupio było jakbym się wróciła. Mogłam pomyśleć!
-Eh. Zaczekaj!- krzyknął za mną. Ja przystanęłam i odwróciłam się. Niall szybko do mnie dobiegł.- Jak się nazywasz? Słuchaj może oprowadziłabyś mnie trochę po okolicy co? Chyba, że nie masz czasu.- spytał i uśmiechnął się przy tym tak, że myślałam iż zaraz zejdę na zawał serca. -Jasne. Mogę cię oprowadzić.- powiedziałam z uśmiechem i ruszyliśmy w stronę Starego Gdańska.
Poranny spacer po Londynie dobrze mi zrobi. Oh, tej nocy miałam okropny sen. Poranne powietrze powinno dobrze przewietrzyć mi umysł i wygonić głupoty jakie się tam gnieździły. Szłam ulicą i rozmyślałam czy p. Sunday's zorientuje, że wyszłam z hotelu. Nagle zauważyłam, że jakieś dziesięć metrów przede mną jest kilka dziewczyn, które popiskują. Podeszłam do nich szybkim krokiem zainteresowana co się dzieje. W kręgu, otoczony fankami stał Harry Styles! Pierwsze co pomyślałam to aby wyciągnąć telefon. Jak wrócę do hotelu to nikt mi nie uwierzy! Szybko włączyłam kamerę. Harry przechodził i po kolei każdej fance dawał autograf, a te zadowolone odchodziły. Wszystko nagrywałam. W końcu zostałam ja i jeszcze 5 dziewczyn. Harry przystanął obok mnie. Postanowiłam go zagadać:
-Harry! Harry!- powtarzałam by zwrócił na mnie uwagę.
-Słucham.-odpowiedział mi. -Harry, kiedy One Direction odwiedzi Polskę?!- spytałam. Zaskoczyłam sama siebie, bo mój głos był opanowany. Jakby to był nikt zwyczajny. Harry, spojrzał na mnie.
-Aaa! Polska fanka!- uśmiechnął się. Przytaknęłam. On podpisywał już ostatni autograf.- Mam ogromną nadzieje, że niedługo.- już miał odejść gdy stanął i przyjrzał mi się badawczo.- Czekaj, czekaj. Jak się nazywasz?- powiedział to i uśmiechną się zawadiacko.
-Patrycja.- odpowiedziałam niepewnie. On odgarnął dwa loki, które spadły mu na czoło.
-Bardzo ładnie. Tylko trochę ciężko się wymawia.- zaśmiał się.- Ja cię skądś zam...
-Nie, nie możliwe.
-Ależ tak! Może twitowałaś do mnie?- pokręciłam głową.- Brałaś udział w jakiś akcjach co do One Direction?- znów zaprzeczyłam.- A może jakieś spotkanie z fanami?- znów nie trafił. Zaczął tak wymieniać różne opcje gdzie mógł mnie zobaczyć, ale zawsze zaprzeczałam.- No dobrze. To ja zapraszam na śniadanie, a może wtedy coś sobie przypomnę.- powiedział i wystawił łokieć, aby go złapała.