*** A oto i super słodka dedykacja (że aż chce się rzygać) dla mojej friends for ever ;) Wielosi. ***
Nad wejściem do szkoły wisi ogromny transparent "DZIEŃ DLA DZIADKÓW". Świetnie! Moi okropni dziadkowie też przyjdą i pewnie będą zanudzać o swojej młodość. Kogo to obchodzi?! Eh, Melindy Dziadek pracował w google i wymyślił jakieś tam oprogramowania- i to jest coś!
Wchodząc do mojej sali zaważyłam, że znów ten przystojny blondyn się na mnie patrzy. Gdyby nie Eva nie zauważyłabym ściany. Chłopak wyraźnie się zaśmiał, ale nie przyjęłam tego jako kpiny. Zarzuciłam mocniej torbę na rami i gdy przekraczałam próg klasy usłyszałam:
-Hej! Zaczekaj.-odwracam się. To on! Podbiega do mnie i wciska mi coś w ręce. Spoglądam w dół. Mój notatnik w czerwonej okładce z naklejkami ulubionego zespołu.
-Yyy, dzięki. -mamrocze pod nosem i spoglądam w jego niebieskie oczy.
-Nie ma za co.-odpowiada miło i się uśmiecha pokazując szereg prostych, białych zębów.-Lubisz ten zespół?-kiwam od razu głową. Chłopak łapie się za tył głowy.- Jest spoko. Też w jednym gram i... i jak chcesz to możesz przyjść w piątek na naszą próbę.-biorę głęboki wdech, a zapach jaki czuje wydaje się najcudowniejszym jaki dotąd czułam. Uśmiecham się jeszcze szerzej. Gdy otwieram usta by zgodzić się Eva chwyta mnie za łokieć i wciąga do klasy.
-Jasne!-mówię już zza drzwi. Dobry humor mnie opuszcza gdy widzę z tyłu sali siedzących dziadków. U mnie przyszli tylko od strony mamy bo od taty już nie żyją. Siadam w ławce i udaję, że nie widzę jak mój dziadek macha do mnie. Wzdycham. Co oni powiedzą?! Jak pracowali na polu, czy w piekarni?
-Ej, nie bądź taka!-szturcha mnie Eva. Zatykam uszy słuchawkami i kładę się na ławce. Gdy moi dziadkowie wychodzą by coś powiedzieć Eva znów mnie szturcha. Mam ochotę powiedzieć, aby się odwaliła, ale się powstrzymuję. Wyciągam jedną słuchawkę z uszu by nadzorować co mówią i przerwać im w odpowiednim momencie. Dziadek odchrząka i zaczyna mówić.
-Więc witajcie droga młodzieży.-chwilowa pauza. I nagle jakby przypomina mu się co miał mówić.-Nasi poprzednicy mówili różne, ciekawe rzeczy: O tym jak się poznali, o swojej młodości, ciekawych zajęciach. Ja, my staramy się połączyć to wszystko. Więc, jakiej muzyki słuchacie?-pyta. Prycham.- Moja wnuczka, Jade słucha Empirres, a wy?-rozlega się ciche mruczenie i mówienie zespołów, wokalistów.-No dobrze, a słyszeliście o takim dawnym boysbandzie jak One Direction?-niektóre dziewczyny mówią, że byli super i różne takie głupoty. Nie znam tego i chyba nie chcę znać. Z resztą o czym on mówi?! Irytuję się coraz bardziej.-A czy któraś z was mogła by wymienić jego członków?-jakaś dziewczyna zaczyna.
-Lois, Harry, Zayn, Liam i ...
-I ja. Niall Horan.-prostuję się. Pierwszy raz coś takiego słyszę. Dziadek w boysbandzie! Ha! Uśmiecham się.-Tak, tak. Niestety czas i mnie nie chciał oszczędzić. Więc może skoro zaciekawiłem już nawet moją wnuczkę zacznę opowiadać jak poznałem moją kochaną żonę Ole. Było to lato, a ja siedziałem w parku, gdy przechodziła obok i mnie zauważyła, chciała poprosić o autograf i zdjęcie. Oczywiście spełniłem jej prośbę, ale uznałem, że gdy pozwolę odejść tak pięknej dziewczynie to skończę w piekle.
-To co później przeszliśmy trochę je przypominało, prawda?-mówi babcia.
-Tak. Ale nic nie byłoby gorszego niż twoje odejście...
Kochana :* Dzieki <3
OdpowiedzUsuń