niedziela, 7 kwietnia 2013

O Harrym cz. 5


Kurde co ja zrobiła?!- zastanawiałam się siadając na łóżku.- Przecież Harry podoba się Patrish, a ... a ja nawet nie znam go za dobrze! Nigdy więcej alkoholu!-postanowiłam. Przebrałam się i zaczęłam odrabiać lekcje. Nie chciałam już dzisiaj widzieć chłopców z 1D.
Poniedziałek dwa tygodnie później. Szkoła...
Ciągle się zastanawiałam dlaczego Harry tak mnie lubi? W sumie to ja go też lubię. Jest miły i pomocny, można się z nim pośmiać i porozmawiać na poważnie. Ale ostatnio jego i Niall'a nie było w szkole bo mieli (z tego co wiem) koncert w Dublinie. To nawet dobrze bo Mary przez ten czas się mnie nie czepiała. Zastanawiam się skąd u niej ta chora nienawiść co do mnie? Ja jej przecież nic nie zrobiłam. Ona taka jest chyba przez piosenkarzy w naszej szkole, no ale to nie moja wina, że oni mnie lubią.
  Szłam korytarzem między dzieciakami gdy ujrzałam przedzierającego się przez tłum Harry'ego. Szedł wraz z jakimiś kolegami. Gdy mnie ujrzał natychmiast do mnie podszedł. Przystanęliśmy.
-Cześć.-powiedział po chwili.
-Hej. Jak było w Dublinie?-spytałam by nie nastała niezręczna cisza. Szybko spojrzałam na Harry'ego od góry do dołu. Miał na sobie czarną koszulkę i jakieś ciemne spodnie. Na szyi miał nawieszone słuchawki w białym kolorze. Wzrokiem wróciłam na jego twarz. Harry stał blisko i dopiero teraz widziałam różnicę w naszych wzrostach, on był ode mnie o pół głowy wyższy. 
-Co?!- zaśmiał się. Ja nie wiedziałam o co mu chodzi więc zmarszczyłam brwi.- Co mi się tak przyglądasz?
-Wcale nie!- także się zaśmiałam. On westchnął.
-Więc tak, w Dublinie było ok.- ruszyliśmy w stronę stołówki, a Harry ciągle opowiadał.- ... tyle fanek. Eh.- westchnął i zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami.- Uwielbiam to uczucie gdy stoję na scenie.-uśmiechnęłam się tylko. Zadzwonił dzwonek. Większość osób weszła już do klas, a na korytarzu została garstka osób.- To ja już będę szedł.- powiedział. Ja się uśmiechnęłam i ruszyłam w kierunku klasy. Harry nie zniknął mi jeszcze z oczy, a podbiegła do mnie Mary. Zaczęła coś do mnie krzyczeć i machać rękoma. Spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stałam, a tam nadal był Harry i nam się przyglądał. Zrobiło mi się głupio, że to widzi. Mary widząc, że jej nie słucham wepchnęłam mnie do schowka na miotły i zamknęła mnie tam z nią. Mówiła coś jeszcze chwilę, ale nadal jej nie rozumiał. W końcu wystawiła głowę przed drzwi i się rozejrzała.
-Nikogo nie ma. Mam nadzieję, że jak stąd wyjdziesz to dostosujesz się do moich poleceń.-powiedziała i wyszła zostawiając mnie samą w schowku. Próbowałam otworzyć drzwi, ale to na nic. Zaczęłam je kopać i krzyczeć, ale po 15 minutach doszłam do wniosku, że to bez sensu. Usiadłam pod ścianą i skuliłam się.
-Świetnie. Do następnej przerwy tu będę siedzieć. A na dodatek mam klaustrofobie!- powiedziałam do siebie. Po policzku spłynęła mi łza.- Za co ona mnie tak nienawidzi?!-powiedziałam do siebie. Siedziałam tak w schowku jeszcze kilkanaście minut gdy nagle zobaczyłam jak przez wentylatory dostaje się tu dym. Z ciekawością patrzyłam jak zapełnia małe po mieszczenie. Zaczęłam kasłać.-POMOCY!- krzyknęłam z całych sił. Nagle usłyszałam trzy dzwonki sugerujące pożar.- POMOCY!!!- krzyczałam. Świetnie, akurat gdy siedzę w zamknięciu! Usłyszałam jak dzieciaki biegną po korytarzu w kierunku wyjścia. Kopałam w drzwi i krzyczałam, ale to na nic. Zaczęłam szlochać i jednocześnie kasłać. To koniec.-pomyślałam.

1 komentarz: